Konrad Błaszak

W blogowaniu miałem kilka kluczowych momentów i właśnie trafiłem na kolejny. Sam nie wiem czy lepiej pisać rzadziej, ale konkretniej, czy może częściej i bardziej na luzie?

Bloguję już od ponad 5 lat. Dla jednych to szmat czasu, dla najstarszych wyjadaczy to jedynie kilka krótkich chwil. Moim zdaniem to całkiem sporo, chociaż nadal wierzę, że nadal jestem bardziej na początku niż końcu tej drogi. Podczas tych wszystkich miesięcy, miałem jakieś milion pomysłów na to jak powinno wyglądać moje blogowanie. Czasem chciałem pisać długie teksty na poważne tematy, a częściej zamierzałem zalać sieć moimi wynurzeniami z nadzieją, że któreś z nich chwyci. Nadal nie wiem jak powinienem działać, ale dziś sobie uświadomiłem, że trafiłem na moment, w którym muszę dokonać wyboru.

Albo robię dobrze, albo robię dużo

Albo robię i dobrze i dużo, ale za to pozbywam się wszystkich znajomych i przestaję w ogóle spać. Ostatnia opcja, chociaż niezwykle kusząca, nie wchodzi w grę, ponieważ jestem zbyt towarzyskim zwierzęciem, żeby się na to zdecydować. No i dość sporym leniem, więc spanie to dla mnie świetna rozrywka.

Dlatego zostaję przy wyborze między dwoma pogrubionymi wyżej opcjami i cholera, nie jest to takie łatwe.

Oczywiście, większość mi powie, żeby robić przede wszystkim dobrze, a wtedy wszystko się ułoży i i zostanę sławnym blogerem. Może tak być, ale pisanie raz na tydzień lub nawet rzadziej jest dobre, gdy ma się już wierną widownię. W innym przypadku można liczyć jedynie na złote strzały, które co kilka tygodni przypomną wszystkim o blogu. Ja raczej nie piszę takich tekstów, ponieważ w większości wymagają one negatywnych emocji, a te staram się zachować dla siebie.

Zrobiłem kiedyś eksperyment, w którym założyłem bloga i pod zupełnie inną ksywką pisałem bardzo negatywnie o konkretnych sprawach lub grupach społecznych. Pomysł miał spory potencjał, ponieważ każdy tekst się fajnie roznosił, chociaż wyzwalał niemal w całości negatywne emocje. Po kilku wpisach zrezygnowałem, ponieważ kompletnie nie czułem takiego pisania. 

Cóż, ja muszę pisać zgodnie z tym co czuję, a to przeważnie nie jest wypełnione nienawiścią, więc nie niesie się tak dobrze. Oczywiście wiem, że bardzo pozytywne wpisy również mogą śmigać viralowo jak szalone, ale to zdarza się zdecydowanie rzadziej. Dlatego pisanie rzadsze, ale jakościowe nie jest takie łatwe.

To dużo?

Zacznę od wyjaśnienia jednej kwestii. W moim przypadku pisanie dużo, wcale nie oznacza, że chcę wrzucać do sieci tony chłamu na 200 znaków. Raczej chodzi mi o teksty, których zadaniem nie jest zmiana świata, ale są dobrze napisane, całkiem spore (jak na blogowe standardy, szczególnie te technologiczne) i mam nadzieję, że chociaż trochę ciekawe. Nie chcę zasypywać Was przykładami, więc wrzucam tylko trzy takie wpisy z ostatnich dni:

Oczywiście to są moje teksty, więc mogę się co do nich mylić, ale moim zdaniem są bardzo w porządku. Świata nie zmienią, nikomu życia nie uratują, ale dla osób zainteresowanych mogą być ciekawym spojrzeniem na daną sprawę.

Mówiąc dużo, mam na myśli właśnie takie wpisy, nic poniżej tego poziomu.

Dużo czy dobrze?

Pytam o to, ponieważ mam pewien plan, który może być czymś nowym na rynku blogów technologicznych, ale jeśli będę chciał go wprowadzić to przez następne kilka tygodni ilość mojego czasu wolnego spadnie drastycznie, a przez to regularne pisanie może ucierpieć. Dlatego się jeszcze waham.

Mając już te wyjaśnienia, chciałbym zapytać Was czy lepiej pisać rzadko, ale bardzo rozbudowane i poważne teksty (lub robić takie projekty), czy może często, ale krótsze i nieco luźniejsze wpisy?


Zdjęcie: Artur Rutkowski

Next Post