Konrad Błaszak

Wiele osób uważa, że blogerzy mają życie z bajki, ponieważ nic nie robią, a pieniądze płyną wartkim strumieniem. Niektórzy twórcy twierdzą, że jest odwrotnie i to bardzo ciężka praca. Kto ma rację?

Bloga – a właściwie to blogi, bo było ich kilka – prowadzę od ponad 5 lat. Po drodze miałem jeszcze całkiem okazałą przygodę z profesjonalnym pisaniem dla innych, dużo większych graczy. To stawia mnie w pozycji, że mogę co nieco powiedzieć o tym, czy blogowanie jest ciężką pracą. Zanim jednak odpowiem na tytułowe pytanie, kilka słów wstępu.

Miesiąc temu, Magda z Krytyki Kulinarnej napisała tekst „Nie zaglądaj mi w portfel, ty polska cebulo!„, który jest właśnie o tym czy blogowanie to ciężka praca i czy branie za to pieniędzy jest w porządku. Z wieloma postawionymi tezami się jak najbardziej zgadzam, ale sposób zaprezentowania tych argumentów niezbyt do mnie trafia. Wpis przypomina mi bardziej rzekę złości płynącą w stronę czytelników, których boli fakt, że blogerzy zarabiają oraz narzekanie na obecną sytuację, a nie wytłumaczenie czemu blogowanie to praca. Oczywiście teksty nacechowane silnymi emocjami lepiej się roznoszą po sieci, ale akurat ten nie zostanie moim ulubionym.

W tym miejscu polecam również wpis Zwierza, z którym zgadzam się dużo bardziej: Niech zjedzą pięć ciastek czyli czy blogowanie to trudna praca?

No dobra, ale jak to z tym jest? Czy blogowanie to rzeczywiście taka ciężka praca?

Moim zdaniem nie, chociaż aktywnie piszący bloger mógłby swoim pisaniem pokryć często i dwa standardowe etaty.

W czerwcu założyłem sobie, że chcę pisać codziennie. Plan ten udało mi się zrealizować ze średnim skutkiem, chociaż pod koniec miesiąca miałem na liczniku 30 tekstów, czyli tyle samo co dni. Problemem dla mnie był fakt, że oprócz blogowania, mam jeszcze kilka prywatnych rzeczy, których nie chciałbym zaniedbać (rodzina, znajomi, rozrywka) oraz cały czas pracuję na etacie. Często dochodziło do tego, że wracałem z pracy nieco po 22 i następnym elementem mojego życia był budzik na drugi dzień. Bywałem tak wykończony, że zasypiałem tak jak stałem i nie miałem siły na nic.

To nie etat był winny, a właśnie blogowanie!

Jak tylko nie padałem na twarz, to pisałem. Czasem skrobałem coś w tramwajach (niestety z 15-calowym gamingowym notebookiem nie jest to łatwe), zdarzało mi się przychodzić wcześniej do pracy i na zapleczu stukać w klawiaturę, ale przeważnie siedziałem po nocach. Jestem do tego w miarę przyzwyczajony, ale już nie mam 18 lat i pisanie do 2-3-4 w nocy, a potem wstawanie o 8 rano zawsze się na mnie odbijało. Właśnie przez to bywały dni, gdzie nie miałem nawet siły się wykąpać, tylko od razu zasypiałem (spokojnie, kąpałem się rano!).

Nawet bez tego wyzwania, regularne pisanie przy pracy na etacie nie należy do najłatwiejszych. Doprowadziło to do tego, że będąc na wakacjach, nie rozstawałem się z komputerem i codziennie coś tam stukałem w klawiaturę. Nie mówię, że to dobrze – ba, mówię że to źle – ale akurat o tym napiszę w innym tekście. Istotne jest to, że aktywny bloger codziennie jest w stanie poświęcić nawet kilkanaście godzin na blogowanie, a oprócz tego ma jeszcze drugie, nie internetowe życie.

Dodatkowym minusem jest fakt, że przy blogu robi się masę rzeczy, których czytelnicy i tak nie zobaczą, a one potrafią zajmować nawet więcej czasu, niż samo pisanie. To jest praca, którą trzeba zrobić, ale nikt nie da za nią nawet głupiego lajka.

No dobra, a co dostaje się w zamian?

Przez większość czasu kompletnie nic. Ja w ciągu 5 lat pisanie u siebie nie zarobiłem pewnie średniej krajowej (łącznie, nie w miesiącu), a często nie miałem nawet co liczyć na jakiś pozytywny komentarz pod tekstem, nad którym spędziłem długie godziny. Oczywiście nie twierdzę, że jestem jakimś wybitnym blogerem. Niektórym po roku udaje się z bloga zrobić świetnie prosperującą firmę i chwała im za to. Chętnie ich podpatruję i uczę się ile tylko mogę. Ja dopiero tego mam plan, który chyba zaczyna działać i może za jakiś czas będę mógł liczyć na regularny zarobek z pisania.

Piszę może, ponieważ blogerów jest sporo i jeśli przestanę regularnie działać, to czytelnicy uciekną gdzie indziej. Cóż, twarde zasady rynku, nie piszesz = nie żyjesz!

Mimo tego wszystkiego co napisałem, śmiało mogę napisać jedno…

Blogowanie to NIE jest ciężka praca!

Gdyby była, to bym jej nie wykonywał. Jestem z natury leniem, a blogowanie jest moim pomysłem na siebie. Jeśli to rzeczywiście byłaby to taka katorga, to zwyczajnie znalazłbym sobie inne zajęcie.

Jeśli miałbym jakoś jednoznacznie określić pełnoetatową pracę nad blogiem, to nie użyłbym słowa ciężka, ale raczej frustrująca. Bloger musi być pisarzem, dziennikarzem, fotografem, grafikiem, specjalistą od szablonów i hostingu, czasem tłumaczem, marketingowem i pewnie jeszcze kilkoma innymi zawodami w jednym. We wszystkim nie da się być mistrzem, więc jeśli nie ma się pieniędzy na zlecenie niektórych rzeczy innym (np. zajmowanie się zapleczem czy reklamą), to trzeba cały czas się dokształcać, a przez to nie można pisać. To bywa niesamowicie frustrujące, szczególnie że doba jest co najmniej kilka godzin za krótka i wszystkiego nie da się zrobić na czas.

Tak, blogowanie bywa frustrujące, ale nigdy nie nazwałbym tego ciężką pracą!

Blogowanie daje ogrom możliwości i szczerze uwielbiam chwilę, gdy mam czas na pisanie nowych tekstów bez pośpiechu. Kocham chwile, gdy siadam do komputera (lub gdzieś się z nim kładę, bo najczęściej tak właśnie tworzę) i mam wenę, a kolejne linijki tekstu jakby same pojawiały się na ekranie.

Chciałbym kiedyś wstawać codziennie z myślą, że jestem pełnoetatowym blogerem i tak zarabiam na życie. Dobre życie.


Zdjęcia: Gratisography.comJordan Whitfield

Next Post