Konrad Błaszak

Przyzwyczaiłem się już do tego, że czasem trafię na kebaba, który nie jest wart złamanego grosza. Niestety ostatnio poszedłem do Kebab Baru i takiego „bonusu” to się nie spodziewałem!

Ustaliliśmy już, że kebaby są w większości przeciętne. Cóż, godzę się z tym, że pierwsza lepsza knajpa w dużym mieście nie przyciąga klienta smakiem, a czasem i cenowo nie wypada zbyt dobrze. Ona jest w ruchliwym miejscu lub nie ma w pobliżu konkurencji, tyle. Trochę szkoda, że wielu „restauratorów” tak podchodzi do tego biznesu, ale cóż, taki mamy klimat. Mam po prostu nadzieję – zapewne podobnie jak i Ty – że nieczęsto będę wchodzić do takich miejsc.

Chyba każdy chociaż raz trafił do knajpy, w której wydanie nawet 5 złotych jest ogromną stratą pieniędzy, a głód nie wydaje się taką złą alternatywą. Ja kilka dni temu musiałem to przeżyć, ale wszystko po kolei.

Wyszedłem z pracy na szybki obiad i w mojej głowie pojawiła się wizja zjedzenia kebaba. Pracuję w okolicach Rynku i Półwiejskiej, więc z nadzieją na znalezienie czegoś wyjątkowego, staram się odwiedzać regularnie nowe miejsca. Tym razem ominąłem wszystkie znane mi kebabownie i udałem się na sam Stary Rynek, a dokładniej do miejsca, które widzicie powyżej.

Kebab Bar – OMG!

Zdawałem sobie sprawę, że raczej nie dostanę kulinarnego orgazmu, ale liczyłem na przyzwoitego kebsa. Jeśli chodzi o cenę i rozmiar, było dobrze. Za – jak dobrze pamiętam – 13 złotych dostałem coś takiego:

Rozmiar solidny, a jak smakowo?

Tutaj już nieco gorzej, ponieważ kebab był po prostu przeciętny/słaby. Kompletnie niczym się nie wyróżniał. Cóż, nie wydałem dużo, więc uznałem, że zjem co mam, przestanę być głodny i następnym razem wybiorę coś innego. Po prostu nasze drogi się rozejdą, ale bez jakiejś większej spiny.

Na moje nieszczęście kebab okazał się być toksyczną dziewczyną rodem z Warsaw Shore, która nie chce dać o sobie zapomnieć!

Znalazłem w nim kość!

Ok, jadłem wersję z kurczakiem, a to w końcu zwierzę, więc ma kości, ale serio?

Automatycznie wszystko wyplułem (kość też, była wielkości palca wskazującego, więc dość spora!), a resztę wyrzuciłem do kosza. To co już zjadłem (i chyba coś z wczoraj) w ułamku sekundy podeszło mi do gardła i gdybym nie był w miejscu publicznym, to pewnie puściłbym majestatycznego pawia. Jadłem już różne rzeczy, ale takich niespodzianek zdecydowanie nie lubię. Szczególnie, że potem przez kilka godzin czułem, że jeden zły ruch zakończy się sprintem do toalety i to nie w celu przypudrowania noska.

Podsumowując, nie polecam tego miejsca, nawet jeśli umieralibyście z głodu, a tylko tam byłoby otwarte. Zdecydowanie lepiej wybrać inny lokal. Jedzenie jest po prostu przeciętne, a takich niespodzianek, jak moja, nie życzę nikomu.

  • Ada

    Miałam taką samą sytuacje z zamówieniem z jednej z pizzerni. Kość wielkosci palca i sprint do łazienki. Gdy chcicałam złożyć skargę przez telefon uprzejmy Pan powiedział ze to normalne ze w pizzy z kurczakim zdarzają się kości i chrzęści (ta była w innym miejscu placka). Nie polecam pizzerni Al Capone 😉

Next Post