Konrad Błaszak

Szukając dobrego śniadania trafiłem do Lavendy. Wszystko wskazywało na to, że będę zadowolony, ale czy rzeczywiście jest AŻ tak dobrze, jak mówią?

Kilka dni temu musiałem wyjść ze swojej blogerskiej komnaty i zrobić zdjęcia do tekstu. Wstałem nieco później niż zakładałem (tzn. jakoś o 12:00), więc czasu nie miałem zbyt dużo, ale za to byłem już poważnie głodny. Gdybym sam chciał coś zrobić, to i tak musiałbym jechać do sklepu, więc uznałem, że śniadanie na mieście jest dużo lepszą opcją. Po krótkich poszukiwaniach i rekomendacji na blogu Maćka, udałem się do Lavendy.

IMG_20170131_145956

Chyba kiepski ze mnie bloger kulinarny, ponieważ już od samego początku popełniłem poważny błąd – zamówiłem czekoladę na gorąco z bananami, oreo i polewą. Nie zrozumcie mnie źle, to było pyszne, ale po wyjściu z Lawendy nieco tego żałowałem (pod koniec tekstu wyjaśnię dlaczego).

Jako dość późne śniadanie zamówiłem sobie ciabattę z boczkiem, cheddarem, szpinakiem oraz jajkiem sadzonym. Na zdjęciu możecie zobaczyć, że towarzyszyła jej też sałatka, ale kto przejmowałby się jakimiś warzywami, prawda?

IMG_20170131_135759

Dużo ważniejszy jest główny bohater tego dania, czyli ciabatta. Co istotne jest ona wypiekana na miejscu i to czuć. Skórka była chrupiąca, a środek niezwykle smaczny. Gdybym tylko umiał takie robić, hmmm.

Wybór wersji z jajkiem sadzonym i boczkiem był świetny na śniadanie (obsługa mi doradziła, za co serdecznie dziękuje). Czuć, że składniki były świeże, a wszystko zostało przygotowane w punkt. Nie lubię robić nikomu takich laurek, ale ciężko jest mi przyczepić się do jedzenia w Lavendzie. Okazało się ono cholernie smaczne i żaden ze składników mnie nie zawiódł. Wziąłem sobie jeszcze herbatę, ale ona była po prostu herbatą, bez żadnych achów czy ochów, ale również do niczego nie mogę się przyczepić.

IMG_20170131_135843

Jeśli chodzi o lokal to jest on przytulny i przyjemnie mi się w nim pracowało. Zarówno wystrój, jak i uśmiech obsługi tworzy miłą atmosferę. Jedyne co mi przez chwilę przeszkadzało to samo wejście. Na schodach i na wejściu jest pełno ozdób, co stwarza wrażenie, że wchodzimy do takiej graciarni, w której można znaleźć wszystko i nic. W środku nie ma się tego wrażenia, ale samo wejście nie przypadło mi do gustu.

Na koniec mogę powiedzieć, że wypad do Lavendy byłby dobrym pomysłem. Jedynym błędem było wzięcie czekolady na gorąco, ponieważ po zjedzeniu wszystkiego czułem się nażarty jak zwierzę. Taki zestaw oraz herbata zdecydowanie wystarczą nawet na większy głód, a wzięcie czegoś więcej to dla mnie obżarstwo. Nie mówię, żebyście tak nie robili, ale wtedy jest duża szansa, że się wytoczycie z lokalu. Ze mną tak było, ale wytoczyłem się szczęśliwy!


Ciabatta – 16 złotych / Czekolada – 14 złotych / Herbata – 7 złotych

Strona: Lavenda-cafelunch.pl / Fanpage: Lavenda cafe & lunch

Adres: Poznań, ul. Wodna 3/4

Godziny otwarcia: Pon. – Śr. 8:00 – 22:00 / Czw. – Sob. 8:00 – 23:00 / Niedziela: 8:00 – 22:00


Nie zapomnij dodać mnie do obserwowanych na facebooku. Tam możemy pogadać nieco bardziej osobiście. No i jest jeszcze grupa: Szklani Samurajowie!


Next Post