Konrad Błaszak

W Pan Kebab obiecują, że traktują klientów jak przyjaciół. Pierwsza wizyta budzi duże nadzieje, ale czy z tej znajomości rzeczywiście może narodzić się coś więcej?

Zaczynając swoją przygodę z blogowaniem, nie wiedziałem o czym chcę pisać. Imałem się bardzo różnych tematów, a wśród nich było także jedzenie. Szło mi z tym różnie, ale w końcu zdecydowałem się na technologie i odrobinę lifestyle’u. Do recenzowania knajp wróciłem niedawno. Dopiero raczkuje w tym temacie, ale niedawno dostałem pierwsze zaproszenie na obiad, więc nie mogłem sobie tego odpuścić.

Szczególnie, że jest to kebab, a akurat tę potrawę akurat szczególnie lubię. No i ta nazwa…

Pan Kebab

Pisałem już jaką miałem ksywkę na studiach, więc powyższa nazwa bardzo mi się podoba, ale przejdźmy do jedze… znaczy dajcie mi jeszcze chwilę.

Zanim napiszę o jedzeniu, muszę wspomnieć o właścicielach, którzy zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie. Oczywiście możecie powiedzieć, że byłem traktowany specjalnie, ponieważ dostałem zaproszenie, ale ojciec z synem (którzy prowadzę tę knajpę) są bardzo otwarci i zagadują również do innych klientów. Ja zostałem uraczony opowieścią o tym miejscu oraz informacjami o jedzeniu, co sprawiło, że na Pana Kebaba patrzę zdecydowanie cieplej niż na inne budki z kebsem.

Sam lokal jest w porządku, nie wyróżnia się ani na plus, ani na minus. Z jednej strony, jest w nim czysto i schludnie, a z drugiej nie ma zbyt wielu miejsc do siedzenia. Jest to raczej miejsce, w którym zdecydowanie częściej ludzie biorą coś na wynos. Jeśli chcecie coś usiąść i zjeść, to wypad z kumplem wchodzi w grę, ale już całej drużyny piłkarskiej nie zabierzecie.

No dobra, teraz czas na…

#Żarcie

Na samym początku dowiedziałem się, że w lokalu mogę spróbować kurczaka, jak i cielęciny. Ja stawiam przeważnie na drób i tym razem się nie zawiodłem. Cielęcina kupowana jest od jednego z większych dostawców – przez co jest mniej więcej taka sama jak w większości lokali, chociaż sam tego nie sprawdziłem – ale już kurczak to zupełnie inna bajka. Właściciel opowiedział mi, że mięso trafia do nich od mniejszego producenta tego specjału i to czuć.

Miałem świeżutki, niedawno wrzucony na ruszt kawałek. Jego największą zaletą były przyprawy, które nadawały mu charakterystyczny smak. Również jego soczystość stała na dobrym poziomie. Mięso zdecydowanie smakowało lepiej niż w większości kebabów. Jeśli wybierzecie się do tego lokalu, zdecydowanie spróbujcie kurczaka.

Dobra również jest bułka. Właściciel powiedział, że długo testowali różne propozycje i w końcu wybrali właśnie te, które stosują w lokalu. Ja co prawda z czystej wygody przerzuciłem się w ostatnich miesiącach na placki, ale rzeczywiście muszę przyznać, że pieczywo było smaczne. W środku miękkie, na zewnątrz fajnie chrupiące.

O warzywach nie lubię pisać, ponieważ to dla mnie tylko dodatek. Tutaj było w porządku, świeżo i soczyście, ale z drugiej strony, większość lokali ma podobnie. Tak samo jest z serem feta – smaczny, ale to już standard w wielu miejscach.

Pewne zastrzeżenia mam do sosu, a właściwie sposobu podania. Poprosiłem o czosnek (standard!) oraz nieco curry, żeby uatrakcyjnić sobie smak. Na moje nieszczęście, właściciel miał bardzo szczodrą rękę, przez co dostałem go całkiem sporo. To był bardzo dobry sos curry, ale jego ilość skutecznie zabiła mi czosnek, który można było poczuć jedynie chwilami. Na dodatek potem przez dobrą godzinę, jak nie dwie czułem tylko curry. Następnym razem chętnie sprawdzę kebsa bez niego.

Jeśli chodzi o rozmiar, wychodzę w założenia, że zdjęcia są w stanie powiedzieć dużo więcej niż ja. Dodam tylko, że po zjedzeniu dużego kebaba, byłem pełny i już nic więcej bym nie zmieścił. To już nie te lata, żeby po takiej uczcie brać sobie dokładkę.

Warto sprawdzić, szczególnie że właściciele mają pomysł na siebie!

Dowiedziałem się od właścicieli, że pilotażowo rozpatrują ściągnięcie karczku, chociażby na jakiś specjalny weekend. Poza tym w ofercie są także frytki belgijskie, frytotortilla (tortilla + frytki w środku – jadłem coś takiego lata temu w Białymstoku i było pysznie) oraz Kebabito (wariacja na temat Quritto z KFC, tylko z kebabem). Szczerze mówiąc, chętnie sprawdzę wszystkie te ciekawostki, więc na pewno tam wrócę. Nie jest to może jeszcze poziom Kraszkebaba, ale na kebabowej mapie Jeżyc jest to miejsce, któremu zdecydowanie warto dać szansę.

No i z jednym muszę się zgodzić:


Nie zapomnij dodać mnie do obserwowanych na facebooku. Tam możemy pogadać nieco bardziej osobiście. No i jest jeszcze grupa: Szklani Samurajowie!


Adres: Zeylanda 12/1a, 60-808 Poznan

FanPage: Pan Kebab

Instagram: Pan Kebab

Next Post