Konrad Błaszak

Kebaby w ostatnich latach stały się bardzo przeciętne, dlatego z ogromną ciekawością wszedłem do nowego miejsca – Stodoly. Liczyłem na coś dobrego i się nie zawiodłem, ale czy jeszcze tam wrócę?

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze byłem na studiach, dostałem ksywkę, której do tej pory używa kilka osób. Zostałem wtedy…

Kebabem!

Ksywka, jak ksywka, mi się spodobała. No i najważniejsze, że nie wzięła się znikąd. Może nie na każdej, ale na wielu przerwach między zajęciami, chodziłem do „tureckich” przybytków, w których podawali te orientalne przysmaki. Czasem było lepiej, częściej było przeciętnie, zdarzało się tragicznie. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że albo to ja z wiekiem stałem się bardziej wybredny, albo kebaby zeszły na psy.

Pisałem o tym w tekście: W świecie przeciętnych kebabów

Dlatego każda perełka, do której chętnie wracam jest na wagę złota. Ostatnio trafiłem właśnie na taką…

Stodola

Jest to lokal na Wielkiej 9 w Poznaniu. Miejsce dość dobre, ponieważ zaraz koło rynku, więc potencjał spory. No i konkurencja tylko pozornie duża, ponieważ większość kebabów w okolicy jest słaba lub co najwyżej przeciętna. Trafiłem tam całkiem przypadkiem. Byłem akurat z dziewczyną na mieście i chciałem coś zjeść, a Stodola wpadła mi w oko. Wcześniej było tam typowe tureckie miejsce, więc nie wiedziałem czego się spodziewać. W końcu mogło to być to samo miejsce, tylko z nowym wystrojem, ale zdecydowałem się dać mu szansę.

I nie żałuję!

Byłem w Stodole już trzy razy, więc mam jakieś pojęcie na temat jedzenia. Próbowałem zarówno tortilli, jak i kebaba. Placek był w porządku, ale to akurat nie jest takie ciężkie. Bułka jest większym wyzwaniem, ale tutaj również nie mogłem się do niczego przyczepić. Była ona chrupiąca na zewnątrz, a miękka w środku, czyli taka jak powinna.

Dobrze jest również w kwestii dodatków. Na warzywa przeważnie nie zwracam zbyt dużej uwagi, ale tutaj były one świeże. Ja do swoich zestawów brałem także biały ser, który ciekawie przełamywał smak reszty. Jest także większy niż zazwyczaj wybór sosów, co mnie akurat cieszy. Jeśli miałbym wybrać faworyta, to stawiam na miętowy. Nie ma na tyle mocnego smaku, żeby przytłumić inne elementy, a jednocześnie czuć go przy kolejnych kęsach.

Oczywiście, tak jak szczupak jest królem rzek, tak mięso jest królem każdego kebsa!

I tutaj jest po prostu dobrze. Nic mi w mięsie nie przeszkadzało, nie znalazłem żadnych chrząstek (a w niektórych miejscach różnie z tym bywa), a smak był w porządku. Nie było to coś, od czego dostałbym kulinarnego orgazmu, ale wyszedłem ze Stodoly bardzo zadowolony. Oczywiście próbowałem i kurczaka i cielęciny.

To, że byłem w Stodole już 3 razy nie jest spowodowane jakimś nadzwyczajnym zbiegiem okoliczności, czy też workiem pieniędzy, ale po prostu to obecnie pewne miejsce. Jeśli jesteś w okolicy rynku i masz ochotę na kebsa, śmiało możesz się tam wybrać, a nie będziesz zawiedziony. Nie jest to poziom Kraszkebaba, ale jest zdecydowanie lepiej niż w większości lokali z tureckim przysmakiem. Jak tylko będę w okolicy, to na pewno jeszcze wstąpię.

Warto tylko pamiętać, że dla takiego żarłoka jak ja, mały kebab czy tortilla, mogą okazać się nie wystarczające. Ja zawsze brałem duże i wychodziłem najedzony, ale nie są to jakieś giganty. Mniejsze zestawy, tylko na mały głód lub na diecie.

Na zdjęciach duży kebab i mała tortilla.


P.S. Stodola ma jeszcze kilka innych rzeczy do wyboru, ale to sprawdzę następnym razem.


Nie zapomnij dodać mnie do obserwowanych na facebooku. Tam możemy pogadać nieco bardziej osobiście. No i jest jeszcze grupa: Szklani Samurajowie!


  • Tomek

    Właśnie szukałem jakiegoś dobrego kebaba w poznaniu, dzięki 😉

    • krokodyl arek

      to krashkebab

  • Krystian Reflo Zellner

    Zachęcony powyższym tekstem, udałem się czym prędzej do Stodoły. Jeżeli chodzi o kebaba to nie jest źle ale uważam, że Roti, znajdujące się nieopodal, znacznie lepiej wypada pod względem smaku.

Next Post