Konrad Błaszak

Nie jestem fanem zup, ale japoński Ramen to miało być coś zupełnie innego. Bez wątpienia się udało, ale czy wróciłem jeszcze do Yetztu?

Tego tekstu nie mogę zacząć inaczej, niż od faktu, że ja prawie w ogóle nie jadam zup. Jest tylko kilka wyjątków od tej reguły: a) żurek, b) wojskowa grochówka z wkładką lub c) umieram z głodu. Innych możliwości po prostu nie ma, ale nie będę wybrzydzać.


Jestem blogerem już od kilku lat i to straszne przeżycie odbiło na mnie potężne piętno. Niestety wyszło ono w najmniej spodziewanym momencie, ponieważ zaspałem na drugi dzień imprezy Blog Conference Poznań. Jedyne pocieszenie w tym, że tam prawie sami blogerzy, więc nie byłem jedyny. Zdążyłem akurat na obiad, a że dwa dni siedziałem w upale i bez klimy, to musiałem zjeść coś porządnego.

Maciej z Wygrywam Z Anoreksją polecił mi zupę. Już go chciałem wykreślić z listy obserwowanych, ale powiedział, że to nie taka zwykła zupa, tylko porządny Ramen i ogólnie będzie Pan zadowolony. No cóż, niech mu będzie. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Yetztu Poznań (zawsze się mylę w tej nazwie i nie chodzi mi o drugi człon!) mieści się niedaleko Starego Browaru (Krysiewicza 6), więc zabrałem paczkę dzielnych kamratów (Tomek, Daniel, Łukasz) i ruszyłem na kulinarne podboje Japonii. Szczere mówiąc wiedziałem tylko, że Ramen to taka zupa z dużą ilością dodatków. Niezbyt wiele, ale do odważnych świat należy.

20160605_123708

Mimo tej odwagi, moje przygody kulinarne w nowych lokalach wolę zaczynać od bezpiecznych dań, a takim jest dla mnie kurczak. Wychodzę z założenia, że go ciężko jest popsuć. Dlatego moje wędrujące po ścianie – tak swoją drogą, to świetny pomysł na pokazanie menu! – oczy, zatrzymały się na pozycji o nazwie Shoyu. Oprócz bulionu i makaronu, są w nim także warzywa, jajko oraz kurczak. Do tego zamówiłem sobie arbuzowo-truskawkową lemoniadę, którą widzisz powyżej.

Ona była świetna! Smakowała dobrze i co najważniejsze orzeźwiała. Jeśli za oknem jest koło 30 stopni, to nie ma ważniejszego kryterium niż orzeźwienie. Oczywiście to nie ona była główną bohaterką, ponieważ numerem jeden był Ramen:

20160605_124459-1

OMG!

Mniej więcej takie były pierwsze słowa, które pojawiły mi się w głowie po spróbowaniu Ramenu. Właśnie w tym momencie stwierdziłem, że nie wykreślam Maćka z obserwujących, a zupa zupie nierówna.

Ramen Shoyu okazał się dla mnie strzałem w dziesiątkę, ponieważ wszystko dodatki dobrze się ze sobą komponowały. Tak jak pisałem, kurczaka ciężko jest popsuć, ale tutaj ekipa nie zbliżyła się nawet do przeciętności. Mięso było miękkie i rozpływało się w ustach. Reszta dodatków również nie odbiegała jakością. Poza tym na stolikach i przy barze jest sos sojowy, sezam i coś jeszcze, czego nie używałem. Drugi z dodatków polecam szczególnie. Ważna jest dla mnie także to, że przemiła pani poinstruowała mnie co do wszystko czego służy i jak najlepiej się tym posługiwać (np. młynek do sezamu). Niby drobiazg, ale sympatyczny.

Czy to już koniec mojej japońsko-kulinarnej przygody?

Na szczęście nie. Po kilku dniach, Ramen tak mi siedział w głowie, że musiałem się jeszcze raz na niego wybrać. Tym razem to była samotna podróż. Postanowiłem spróbować zupełnie innego zestawu, więc zacząłem od japońskiej oranżady. Smakowo mnie nie powaliła (do legendarnych oranżad za 50 groszy jej trochę brakuje), ale sam sposób otwierania jest nie lada zabawą. Jeśli chce się napić, to trzeba wziąć ten różowy przycisk i wcisnąć go od góry. To powoduje widowiskowe otwarcie, które może zachlapać nieco Twój stół, więc warto uważać. Mnie pani z obsługi poinformowała i zdążyłem schować telefon.

20160609_181022

Z racji tego, że moja odwaga kulinarna nadal nie jest zbyt duża, znów postawiłem na kurczaka, ale za to ostrego – Yakitori. To są szaszłyki drobiowe, którym towarzyszy ten sam zestaw dodatków co poprzednio.

Od razu mam pierwszą uwagę, głównie do blogerów. Wizualnie ten zestaw prezentuje się lepiej, przez co ładniej będzie wyglądać na zdjęciach.

Jeśli chodzi o smak, to również było dobrze, ale dla mnie nieco za ostro. Mięso było delikatne, ale wydaje mi się, że jest go mniej niż w poprzednim Ramenie. Możliwe, że to tylko moje wrażenie, spowodowane innym sposobem podania. Poza tym, gdy już zjadłem dodatki to został mi sam bulion. On był dla mnie zdecydowanie za ostry i pociłem się jak bloger kulinarny, który za bardzo wziął sobie do serca przesłanie diety Wsteczny Efekt Jojo.

Smakowo było dobrze, ale po kilku chwilach zacząłem bardziej skupiać się na ostrości niż smaku, co trochę mi przeszkadzało. Muszę w tym miejsce zauważyć, że nie przepadam za bardzo pikantnymi potrawami, więc możliwe, że Tobie to w ogólnie nie będzie przeszkadzać.

20160609_182310

Bez wątpienia będę jeszcze wracać to Yetztu, ponieważ zarówno lokal, obsługa, jak i oczywiście jedzenie są świetne. Nawet jeśli – podobnie jak ja – nie lubicie zup, to i tak warto dać szansę Ramenowi. To zupełnie inne podejście do tematu niż pomidorówka, ogórkowa czy nawet żurek. Istotne jest również to, że bez problemu najecie się takim posiłkiem. Ja nie należę do mało jedzących osób, ale jedna taka miska w zupełności mi wystarczyła.

Jedynym minusem będzie dla niektórych cena, ponieważ Rameny zaczynają się od 25 złotych (napoje ok. 8-10 zł). Jeśli to dla Was zbyt dużo, to warto chociaż raz sprawdzić i wtedy ocenić czy warto. Nie będziecie żałować.


FanPage / Strona 


Nie zapomnij dodać mnie do obserwowanych na facebooku. Tam możemy pogadać nieco bardziej osobiście. No i jest jeszcze grupa: Szklani Samurajowie!