Konrad Błaszak

Dziś jest ten dzień, w którym kończę symbolicznie 30 lat. Czy w takim razie zamierzam coś zmienić w swoim życiu, a może zaczynam odliczać już dni do jego końca?

Śmieję się ze znajomymi, że 30 lat to taka symboliczna data, gdzie człowiekowi „kończy się gwarancja” i powoli zaczyna się sypać. W sumie znam przykłady osób idealnie wpisujących się w tę tezę, ale i kilku całkowicie zdrowych 30-latków też bym znalazł, więc czy rzeczywiście ta data jest taka kluczowa?

Na logikę nie, ale…

Nigdy nie przywiązywałem jakiejś ogromnej wagi do swoich urodzin. Mając 17 lat i jakieś 350 dni nie byłem gówniarzem, który w ciągu tygodnia zmieniał się w dojrzałego mężczyznę. Dzisiaj również nie czuję zmiany, które odwróciłaby moje życie o 180 stopni i chociaż w plecach łupie mnie bardziej niż zwykle (mam jednak pewne podejrzenia, że to nie tylko o wiek chodzi…), to raczej nadal jestem tym samym, tylko trochę starszym Konradem. Właśnie dlatego urodziny traktowałem jako  dzień nieco ważniejszy niż każdy inny, ale jednak nic rewolucyjnego.

Z drugiej jednak strony, jest to dość symboliczne przejście i skłamałbym, gdybym powiedział, że nie analizowałem swojego dotychczasowego życia. Dziś specjalnie wziąłem sobie wolne, więc mogłem pomyśleć nad tym co osiągnąłem, co mi się udało, a co nie do końca, z czego jestem zadowolony, a czego żałuję. Oczywiście tych plusów oraz minusów trochę się nazbierało i w sumie sam nie wiem jak je podsumować. Niby milionów na koncie nie mam, ale – co po mnie widać – głodem nie przymieram.

Mówiąc uczciwie jestem materialistą i pod wieloma względami umysłem ścisłym, który lubi dostawać jasne sygnały czy coś mu się udało. Może to i trochę smutne, ale nie jestem w stanie określić swojego życia jako w pełni satysfakcjonującego, jeśli na koncie nie mam sporego zapasu gotówki. Cóż, mam pewnie jeszcze z drugie 30 lat (a może i więcej, chociaż przy moim trybie życia to kto wie), żeby nam tym popracować.

Czemu Ci o tym piszę?

Czułem potrzebę napisania kilka słów o tym, że skończyłem 30 lat. Zakładając bloga, tworzyłem na początku o sobie, swoich przemyśleniach i tym co u mnie. Teraz w większości skupiam się na Szklanym Samuraju i technologiach, więc „na bzdury” – zwane też często lifestylem – czasu mam zdecydowanie mniej. Trochę żałuję, gdyż lubiłem mądrzyć się w sieci na tematy, o których nie miałem pojęcia (chociaż uparcie twierdziłem inaczej) i chyba do tego wrócę. Nie do pisania bzdur, ale to tworzenia nieco luźniejszych tekstów niż recenzja nowego smarfona czy analiza sensowności jakiejś rynkowej nowości. Raczej na pewno KonradBlaszak.pl nie stanie się moim priorytetem w najbliższym czasie, ale chciałbym pojawiać się tutaj regularnie. Chociaż raz w tygodniu.

Ehh… Chyba jestem Wam to winien, ponieważ Wy jesteście sukcesem w moim życiu. W końcu nie łatwo jest zebrać grupę osób chcących czytać wypociny całkiem przeciętnego teraz już 30-latka.

Dziękuję!


Zdjęcie: Johannes W (Unsplash)

Next Post