Konrad Błaszak

Pracuję w handlu, co oznacza, że dzisiaj mam ustawowo wolne. Dzięki temu siedzę sobie w domu i mogę odpocząć, ale czy to rozwiązanie jest dobre dla wszystkich?

Specjalistą może i żadnym nie jestem, ale od czasu studiów pracowałem już kilkukrotnie w handlu, w tym w niedziele. Przez długi czas taka praca kompletnie mi nie przeszkadzała, a nawet byłem dużym zwolennikiem pracujących niedziel i to jako pracownik.

Podczas studiów dziennych nie chciałem siedzieć w domu nic nie robiąc, więc znalazłem sobie pracę. Był to sklep odzieżowy i jak możecie się domyślać pracowałem głównie w weekendy. Czasem dorabiałem jeszcze w tygodniu, ale plan zajęć nie zawsze mi na to pozwalał. Wzięcie nawet połowy etatu, który miałbym wyrabiać od poniedziałku do piątku byłoby albo niemożliwe, albo musiałbym mieć bardzo wyrozumiałego szefa oraz kompletny brak czasu dla siebie. Tak, mógłbym zacząć pracę w gastronomii albo na jakimś magazynie, ale żadne z rozwiązań nie do końca mi pasowało. Jestem zbyt dużą niezdarą na kelnera, kebaba robiłbym z godzinę, a wożąc paczki z półki na półki dostałbym pewnie na łeb (cóż, towarzyska ze mnie bestia).

Właśnie dlatego zdecydowałem się na pracę w handlu!

Zrobiłem to w pełni świadomie i mówiąc szczerze nie zmieniłbym tamtego wyboru na żaden inny. Dzięki niemu poprawiłem swoje zdolności interpersonalne, nabrałem większej pewności siebie (chociaż tego raczej nigdy mi nie brakowało) oraz lepiej poznałem pracę w grupie. Ponadto miałem nieco gotówki dla siebie, co  jak pewne wiecie na studiach bywa przydatne.

Potem robiłem sporo różnych rzeczy (również w weekendy), ale w końcu ponownie zdecydowałem się na pracę w handlu. Zdawałem sobie sprawę, że w niedziele też będę musiał ruszać swój szanowny tyłek do pracy i cóż, liczyłem się z tym.

Czy w takim razie uważam pracę w niedziele za taki zły pomysł?

No właśnie nie do końca. Przez ostatnie miesiące kilkunastokrotnie prowadziłem dyskusje ze znajomymi na ten temat i przeważnie to ja byłem obrońcą pracujących niedziel. Moim głównym argumentem było to, że to właśnie studenci mogą na niej zyskać najwięcej, a to w końcu przyszłość naszego narodu (no co?). Ja miałem dość komfortową sytuację, ponieważ będąc na studiach mieszkałem w domu rodzinnym, więc nie potrzebowałem pieniędzy na wynajem, ale większość moich znajomych z roku musiała się przeprowadzić do Poznania. Oznaczało to, że albo mieli spory zapas gotówki, albo musieli mieć stałe finansowanie (rodzice, praca, stypendium).

Bez pracy, wiele osób nie mogłoby sobie pozwolić na wymarzone studia!

Tak, mogliby pracować na magazynie, ale już tłumaczyłem jak to wyglądało ze mną, a nie tylko ja mam podobne podejście.

Po drugiej stronie są osoby dorosłe, czyli takie jak ja teraz. Niektórzy moi znajomi są wierzący i chcieliby ten czas spędzić w kościele, inni mają dzieci i woleliby siedzieć z nimi, a niektórzy pewnie chętniej po prostu odpoczywaliby w domowym zaciszu.

Gdybym był hipokrytą (ale takim małym) to napisałbym, że mogą przecież zmienić pracę, nawet jak się lepiej czują w handlu. Z drugiej strony, trochę może nim będę, ponieważ w życiu zawsze trzeba mieć priorytety. Jeśli dla mnie niedziela byłaby nie do ruszenia, to przemógłbym się i znalazłbym inne zajęcie. Z pracą w Polsce nie jest już tak źle.

Praca w niedziele nie jest takim złem – to wszystko kwestia priorytetów!

Szczególnie, że to nadal tylko handel, a i tak nie cały. Gastronomia, stacje benzynowe, dworce, kina i wszelkie miejsca opierające się na usługach lub powiązane z handlem nadal pracują, więc ja mam wolne, ale Ci ludzie już nie. Czemu w takim razie oni mają być gorsi, ponieważ muszą zapierdzielać, kiedy ja siedzę w domu?

Cóż, jeśli mielibyśmy być uczciwi, to wszystko oprócz policji, straży pożarnej czy pogotowia powinno być zamknięte. Mógłbym dodać do tego jeszcze transport, ale to tyle. Poza tym jesteśmy Polakami, więc już znalazły się sposoby na obejście prawa i wielu ludzi pracujących w typowym handlu i tak pracuje w wolne niedziele. Dobrze, że u mnie obok jest co najwyżej przystanek tramwaju, ponieważ jeszcze galeria zostałaby zmieniona na dworzec.

Wolne niedziele mają sens, ale…

Wolne niedziele mają jakiś sens. Idea jest bardzo szczytna, ponieważ ciekawa wydaje się wizja, w której ludzie zamiast latać za kurczakiem z promocji chodzą na spacery, ale prawo jest obecnie zbyt niedopracowane. Poza tym nikogo nie można zmusić do określonego spędzania wolnego czasu, więc jeśli ktoś będzie chciał latać po mieście to i tak to zrobi, a inni będą siedzieć w domu.

Problemem jest również to, że najbardziej mogą ucierpieć studenci, więc dobrze byłoby im to jakoś zrekompensować, np. darmowe akademiki, transport czy też możliwość dorobienia również w niedziele, chociażby w urzędach czy innych miejskich/gminnych/państwowych placówkach.

Nie chciałbym po prostu, żeby ktoś zdolny musiał przestać walczyć o swoje marzenia tylko przez to, że nie stać go na utrzymanie się w dużym mieście…

Na sam koniec chciałbym napisać, że czysto egoistycznie cieszę się z tej ustawy, ponieważ dziś zamiast siedzieć w pracy, mogę spędzić ten czas w domu. Gdybym jednak miał spojrzeć szerzej, wolałbym, żeby niedziele były pracujące.


Zdjęcie: burst.shopify.comIgor Ovsyannykov (Unsplash)

Next Post